Myślowe bohomazy

Co tam u mnie.

Nie martwcie się, nie porwała mnie niezidentyfikowana cywilizacja pozaziemska, ani żadne krasnoludy nie zaciągnęły mnie do swojego poziemnego królestwa - to tylko studenci...na początku zimowego semestru są złaknieni wiedzy, albo po prostu u mnie jest cieplej niż na korytarzu :P Tak czy inaczej, za bardzo nie mam czasu na pisarskie uzewnętrznianie swoich emocji, nie mówiąc już o dzieleniu się z Wami swoimi przemyśleniami na temat absurdalno-tragicznej sytuacji w naszym kraju. Zresztą czasem najlepszym komentarzem jest brak komentarza - tylko głupio mi, że w obliczu tragedii, o których pojawiają się pojedyńcze informacje (Haiti, Indonezja), media wciąż i wciąż wałkują temat politycznych sporów. Żeby to choć był jakiś logiczny i merytoryczny spór o ustawę, o program polityczny...nie, to tylko przejaw wazajemnych animozji i niechęci, nienawiści, batalia wizerunkowa. Ale dość już o tym, bo prawde mówiąc, mdli mnie od samego myślenia w ten temat.

Żałowałam dziś, że nie mam ze sobą aparatu fotograficznego, taki piękny był wschód słońca...zupełnie jakby ktoś na połowę nieba wylał farby we wszystkich odcieniach pomarańczu, żółci, różu, fioletu i błękitu - niezwykła poranna tęcza.

A dla połechatania Waszych uszu, fragment filmu "August Rush"...muzyka dla duszy :)

 

A tu zwiastun do tego filmu, który w polskiej wersji językowej nosi tytuł "Cudowne dziecko". Pozytywnie nastrajająca bajka z cudowną muzyką :)