Myślowe bohomazy

Przed Wigilią

Do swoich postanowień noworocznych, które powoli, acz skutecznie zaczynają kiełkować w mojej głowie, oficjalnie dorzucam obietnicę poprawy - poprawy w prowadzeniu bloga i odwiedzaniu Waszych. Żyję nadzieją (Optymistka - moje drugie imię), że po Nowym Roku w pracy będzie trochę spokojniej, znajdę czas na przerwę i na swą radosną twórczość. A póki co, liczę na to, że jesteście Wyrozumiałymi Czytelnikami, a Wasze pokłady cierpliwości są nieprzebrane.

 

W zeszłym tygodniu wylądowałam na L4. Wreszcie odezwały się skutki marznięcia na przystankach (wcale bym się nie obraziła, gdyby siedziały cicho), a nie jak niektórzy insynuują - konsekwencje mrocznych praktych, których centralnych punktem jest bieganie nago po śniegu... Dostałam jednak takiego napadu Nie-Chcenia, że nawet Brzechwa byłby wstrząśnięty.

 

Chroba mnie załatwiła (zawodowiec) i jeszcze dziś muszę się udać w niebezpieczną misję poszukiwania prezentów, a nie znoszę kupować czegoś na ostanią chwilę. Poza tym mam tendencję do wpadania w morderczy szał, gdy tłum zbyt często narusza moją stefę prywatną. Już widzę te tytuły w gazetach - "Masakra w centrum handlowym", "Szalona kobieta sterroryzowała klietnów i pracowników hipermarketu"...  Tak - jeśli jutro wpadną Wam w oczy takie nagłówki, to będziecie wiedzieć, że moja psychika nie wytrzymała.

 

Jako, że przed Świętami na pewno nie uda mi się znaleźć już chwili, by zabawić Was moimi przemyśleniami, to...

 

...życzę Wam Kochani, by Wasze przygotowania do Wiligii były pozbawione stresu, bieganiny i niepokoju o "idealność", by mąż pomagał, a żona nie gotowała barszczu z torebki, by wszystkie troski, które Was trapią stały się błahe, by teściowie nie zrzędzili, dzieci były zadowolone z prezentów, karp nie zlatywał mułem, a Wy żebyście zaznali błogosławieństwa spokoju, lub radosnego chaosu (dla każdego według potrzeb) :)