Myślowe bohomazy

Sezon zakupów przedświątecznych uważam za oficjalnie otwarty

Pewnie wielu z Was w ogóle nie zwraca na to uwagi i ma na głowie inne sprawy, ale w telewizji już zaczynają ukazywać się "klimatyczne" spoty - jeszcze pojedyńcze, ale jednak. Na półkach sklepów, obok przecenionych zniczy, stoją czekoladowe Mikołaje i muzyka jakaś taka inna. W tym roku św. Mikołaj popadł w maniakalno-paranoiczne (zapewne) zbieractwo szklanych kul. Ludzie zaś są niczym simsy w takiej kuli - jedno potrząśnięcie i przesuwają się na parkowych ławkach, wpadają do sklepowych wózków, "uwalniają radość". Czerwone, ozdobione migotającymi lampkami tiry, przeworzące coca-cole wyjechały na ulice. Nie mylicie się - 8 listopada, pojawiła się świąteczna reklama wiadomego napoju (ZOBACZ TUTAJ), więc  sezon zakupów przedświątecznych (czy nam się to podoba, czy nie) można uznać za oficjalnie otwarty. Jak dla mnie mało ma to wspólnego z Bożym Narodzeniem, dlatego też nie użyłam zwrotu "sezon bożonarodzeniowy".

 

Teraz tylko czekać na jakąś kampanie przeciw tak wczesnemu rozpoczynaniu przedświątecznej zakupowej imprezy, ale właściwie w Polsce nie jest jeszcze z tym tak najgorzej - wciąż jesteśmy bardziej tradycjonalistami, więc takie totalnie komercyjne podejście do grudniowych szaleństw chyba nam nie grozi...albo jestem naiwna.

 

Tak czy inaczej, centra handlowe jeszcze nie świecą choinkowymi ozdobami, a przynajmniej nie te, które ja odwiedzam. Nie zmienia to faktu, że powoli zaczynam robić listę prezentów. Świąteczna zasada brzmi - im wcześniej, tym taniej, więc nie ma co być opieszałym. Gorzej z moją cierpliwością, bo jak już kupię prezent, to mam olbrzmi problem z powstrzymaniem się przed wręczeniem go.  

 

Poza tym generalnie lubie ten okres - kupowanie prezentów zawsze sprawia mi olbrzymią radość, to chyba jedyny rodzaj zkupów, który naprawdę lubię. To znaczy wiadomo, że zestawienie zniczy z Mikołajem jest nieco irytujące, a słuchanie w kółko "Last Christams" może doprowadzi do depresji (Bogu dzięki, nie pracuje w sklepie). Ten długi sezon przygotowań do Świąt, rozmywa też samą ideę Bożego Narodzenia - nie jest ono tak wyjątkowe jak powinno być, skoro choinki zamiast pojawić się tuż przed 24 grudnia, albo i dopiero wtedy, atakują nas już od połowy listopada. No cóż...jak wiemy, rozbija się to o duże pieniądze, więc zawołania "świecie nie idź tą drogą!" niewiele dadzą. Co zrobić? Zamiast frustrować się ogólem, zainteresujmy się sobą i tym, żebyśmy gdy zdecydujemy się oficjanie otworzyć nasz osobisty sezon przedświateczny, dobrze czuli się z przygotowaniami  :)